Cytowane fragmenty zachowują ortografię i składnię korespondencji nadawców.

Ze zrozumiałych powodów nie ujawnione pozostają też personalia piszących listy.

Dane kontaktowe autora w zakładce KONTAKT

Jacek
Koszalin 15.V.83 r.

Dzień dobry

Piszę tak późno bo zastanawiałem się czy warto zawracać Panu głowę. Jednak jak zwykle ciekawość wzięła górę. Poza tym chciałbym utrzymać z Panem kontakt. Trochę za bardzo podobało mi się to co Pan mówił i jak mówił. Miałem też w ręce tomik Pańskich wierszy, co prawda niezbyt długo, to jednak, co przeczytałem było całkiem interesujące (…)

Pozdrawiam Ja i Gośka też, kazała się do tych pozdrowień dołączyć, myślę, że podpisała by się pod tym listem.

Dariusz M.
Gorzów Wlkp, 14 grudnia 1983 r.

Szanowny Panie,

nie wiem, czy list ten dotrze do adresata. Po prostu nie znam Pańskiego adresu. Dziewczyna, która odda Panu ten list została poinformowana tylko o tym, że mieszka Pan w Kołobrzegu i prawdopodobnie pracuje w bibliotece. Od jej woli i sprytu będzie zależało doręczenie listu.

Teraz przystąpmy do ad remu.

Czytałem ‚Psy mojej młodości’ i ‚Kruka najbielszego’. To, że podobały mi się jest oczywiste. Inaczej nie pisałbym tego listu.

Co do poezji. Nie wszystkie wiersze są idealne, ale wszystkie przyjemnie się czyta; reprezentują równy poziom, nie ma wpadek, słabych wierszy. Zapamiętałem: ‚mój syn Teodor i ja’, ‚w moim mieście’, ‚modła’, ‚papuga’, ‚zobacz kto za drzwiami’, ‚proces umierania przebiega pomyślnie’, ‚nauka’, ‚on jakże radosny idzie’, ‚nim oderwę oko od ślepego widzenia’, ‚jakże mam Ci wiele do powiedzenia’, ‚kocham śmierć’, najlepsze jednak są wiersze ‚podziwiam tych co odeszli’ i ‚mówi: jestem’.

Słowo ‚zapamiętałem’, użyte powyżej, nie oznacza, że nauczyłem się wymienionych utworów na pamięć, tylko, że najbardziej podobały mi się i są wyróżniające. Zdaję sobie przecież sprawę z tego, iż w tomiku nie każdy wiersz musi być armatnim wystrzałem w ucho czytelnika. Pańskie wiersze są, co rzadko się zdarza na naszym rynku, klarowne i proste. Mówi Pan o tym, co chce powiedzieć. Bez zbędnych wywnętrzeń i skomplikowanych metafor. Widać zna Pan wartość słowa. Wartość i znaczenie. Symbole są symbolami rzeczywiście, a nie symbolami tylko dla poety. Stąd wypływa zrozumiałość Pańskich wierszy, jasność i precyzyjność. Brak u Pana bełkotu, tak porządanego i namiętnie uprawianego przez wielu poetów. (…)

Co do prozy. Niestety, ale czytałem tylko ‚Kruka’. Muszę Panu powiedzieć, że sprzedaż nie przebiega tak, jak należało się spodziewać. Książka leży w księgarniach [w Gorzowie, Zielonej Górze i Poznaniu], choć nie powinna. Myślę, że to wyłącznie sprawa reklamy. Ja kupiłem ‚Kruka’ tylko dlatego, że znałem poprzednią Pańską książkę.

‚Kruk’ jest bezbłędny, a finałowa scena [ucieczka Klampy], to wielkie Pańskie osiągnięcie. Co prawda książka opiera się na pomyśle, bardzo dobrym pomyśle, ale nie przeszkadza to Panu.

Pomysł nie stał się celem samym w sobie. To nie jest tylko studium psychiki człowieka w zetknięciu z nieoczekiwanymi możliwościami, jak sugerują na okładce. ‚Kruk’ jest przejażdżką po tłumie i jednostce. Był taki moment, gdy czytałem Pańską książkę, że myślałem o ‚Czasie apokalipsy’. Myślałem, że zmierza Pan do podobnego rozwiązania. A co się stało? Jeśli wziąć pod uwagę okoliczności [tam woja, u Pana spokój, tam zwyrodnienie, u pana zwyczajni ludzie, tam zaplanowane działanie Kurtza i świadome dążenie do wielkości i okrucieństwa, u Pana przypadek i ślepy, wcale nie kierowany tłum] i miejsce [tam państwo w dżungli, niemożliwe do zdobycia, u Pana dostępna prawie dla każdego willa Klampy], to śmiem twierdzić, że Pańska apokalipsa jest bardziej przerażająca [w polskich realiach] niż tysiące petard wybuchających nad mostem. Jest sugestywniejsza od sfilmowanego ataku na wioskę żółtków. Pański Klampa, w stosunku do Kurtza jest tym, czym czterdziestoletnia kurwa w stosunku do młodej, wyrwanej z dziewiczego domu studentki pierwszego roku.

Kurtz i Klampa są jednak podobni. Tak jak owa czterdziestoletnia i owa studentka pragną kopulacji, tak Kurtz i Klampa pragną władzy. Przytłaczającej ich, niszczącej władzy. I dlatego są zmęczeni. Klampa ucieka, ale cielec został zarżnięty. Płonie przecież Kruk najbielszy, mózg Kurtza, a tylko ciało potwora ucieka.

Początkowo myślałem, że jest to nazbyt sentymentalne zakończenie, jakby autor czuł zbyt wiele sympatii do stworzonej postaci, by ją zabić. Teraz wiem, że potwór musiał uciec. Apokalipsa nie mogła się dopełnić, gdyż straciłaby miano przepowiedni. Zbyt wiele postaci musiałby Pan zabić, a to bezcelowe. Przecież świat jeszcze się nie skończył. Musi jeszcze czekać. (…)

Nie będę pisał o stronie bardziej formalnej: budowanie zdań, tworzenia napięcia itp. Są dość typowe. Można mieć również pretensje do autora, że nie dokreował lepiej pewnych postaci drugoplanowych, np. żony Klampy, dzielnicowego, przyjaciela Klampy. (…) Moim zdaniem bohaterowie książek powinni mieć cechy ponadzwyczajne i skrajne. Taki jest Klampa i jego przyjaciel z W. Postacie powinny być skondensowane, niemalże nierealne, niespotykane w tak ostrej oprawie w codziennym życiu. To jest jednakże tylko jeden z poglądów na konstruowanie bohaterów. Całość ‚Kruka’, jego kompozycja, zmusiła Pana do takiego, a nie innego potraktowania osób dramatu.

Dość opornie idzie mi dzisiaj wykładanie racji; muszę więc przestać.

Jeśli zdecydowałby się Pan na odpisanie, proszę o informację, nad czym obecnie Pan pracuje. Kiedy należy spodziewać się następnej książki. (…)

z Poważaniem

Stanisław M.
dn.21.6.84r.

Bezbożna rozpacz- z przodu

Z wielkim szumem zapowiadał w swoim czasie ‚Głos’, że wkrótce rozpocznie druk sensacyjnej powieści młodego literata z Białogardu Lecha Marka Jakóba pt. „Skarb feldfebla Jonasa. Istotnie na stronie na której drukowany jest program telewizyjny ‚idzie’ ta powieść.

Owszem, napisana z werwą z – jak to się mówi – z ‚ikrą’. Nie będę używać słowo ‚pornografia’, gdyż to słowo dzisiaj się trochę zdewaluowało. W każdym razie p. Zbigniew Nienacki znajduje godnych siebie następców. Zb. Nienacki, krytykowany za swoje grafomańskie utwory nawet przez twardogłowego D. Passenta na łamach ‚Polityki’.

Lepiej użyję słowa ‚estetyka’. (…) Rozmawiałem z bliskim moim krewnym lekarzem-psychiatrą. Odpowiedział mi, że ‚brak estetyki zawsze się łączy z brakiem etyki’. Niewiem czy pokazywanie wzorców negatywnych przyczynia się do polepszenia ułomnej natury człowieka. Wątpię, aby wulgarny opis stosunku młodego człowieka z prostytutką, choćby ten młodzieniec poczuł potem do niej wstręt i uciekał z meliny, przyczynił się do tego, aby inny nie złożył wizyty jakiejś ‚Bibie’. (…)

Czy w Waszej Redakcji nie zastanowiono się nad tym, że ‚Głos’ czyta młodzież a nawet dzieci?

Pozatem – ale to nie nadaje się do druku – jeśli być już koniecznie ‚naturalistą’, to i trzeba być i realistą. Piękny pseudonim ‚Palantmachajogonem’ jest zbyt długi. Podobnie nie wierzę, aby realistyczny opis włosów pani ‚Biby’ był prawdziwy, chyba, że nigdy nie chodziła w stroju kąpielowym. Są pewne czynności fizjologiczne niezbyt estetyczne. Nie opisuje się wszak czynności, jakich dokonuje się w ubikacji [choć są od tego wyjątki np. Norman Mailer, J. Hasek].

Moralizować i krytykować jest oczywiście łatwo. Jeśli jednak szary człowiek zasiadłby do obiadu, a przy okazji zaczął czytać opis ciała p. Biby w ‚Głosie’, to na pewno obiadu by nie dokończył. A przecież powieść nie powinna nikomu odbierać apetytu. O tym powinni pamiętać młodzi debiutanci literatury.

Sylwia ze Szczecinka
Sz - k 1989,IX.3.

Bliski
swoją twórczością
memu sercu

Panie Marku!

Nie mogę się powstrzymać, by po przeczytaniu Pańskich ‚Migawek londyńskich’ nie podziękować Panu za nie. I ja tam byłam – i nóg nie czułam. Refleksje Pana bardzo trafnie oddają atmosferę Londynu odbieraną przez pryzmat duszy myślącego i głęboko czującego swą odrębność narodową Polaka.

Tak lapidarny i wysublimowany opis sprawił mi ogromną przyjemność – wręcz radość. A zatem jeszcze raz dziękuję Panu bardzo serdecznie za te piękne, celne słowa.

Pańska cicha wielbicielka –

Marek D. i ja Emil D.
marzec 1992 rok

Drogi Panie Lechu Jakób

Przeczytaliśmy książk ‚Znikacz i jego broń’. trochę z pomocą mamy książka tak mnie jak, również mojemu bratu podobała się. Najbardziej podobało nam się jak Jurek złapał w sklepie złodzieja, i jak na koniec Jurek prosił Albatrosa aby mógł być znowu widzialnym. Bardzo Panu dziękujemy.

Wioletta z mężem
92.11.08. Rusowo

Panie Leszku!

Na pewno imię i nazwisko przeczytane na kopercie nie powiedzą kim jestem, choć możliwe, że mnie Pan pamięta. Widziałam Pana kilka lat temu w Dygowie na spotkaniu w GOK. Dziś niewiele z tego pamiętam, ale dzień 23.09.1991 r. wciąż mam przed oczami. Miałam wtedy lekką chandrę i aby się jej pozbyć musiałam sobie coś kupić [śmieszny zwyczaj, prawda?].

Od kilku dni, przechodząc koło wystawy księgarni na b. Lenina, spoglądałam na ‚Gang’, który leżał tam już od dość długiego czasu. Tego dnia ‚coś mnie zawiało’ do księgarni na Walki Młodych. ‚Przebiegłam wzrokiem’ po półkach. Nie zauważyłam niczego co by mnie interesowało. Odwracając się zaczepiłam ręką o okładkę jakiejś książki leżącej na ladzie. Spojrzałam, a ‚serducho’ zabiło mi szybciej. To był ‚Gang’, moje przeznaczenie.

Dzięki sprzedawczyni, która Pana zauważyła, mój egzemplarz został opatrzony dedykacją z autografem. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że zauważyłam przygnębienie na pańskiej twarzy. A może zdawało mi się? Na koniec powiedział Pan: ‚ -Tyle tu ciekawych książek, a Pani takie śmieci kupuje’. Słowa te bardzo mnie zaintrygowały i kiedy usiadłam w autobusie zaraz wyciągnęłam moją ‚zdobycz’.

Już od pierwszego zdania książka wciągnęła mnie tak bardzo, że nie zauważyłam kiedy autobus minął mój przystanek. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Na szczęście kierowca zatrzymał się.

Zgodnie z napisem na ulotce książkę przeczytałam jednym tchem, z płonącymi policzkami. Moje zdziwienie nie miało granic gdy nie raz słyszałam negatywne opinie na jej temat. Niektóre osoby, z którymi rozmawiałam nie przeczytały jej nawet do połowy. W końcu przestałam zastanawiać się nad tym co sądzą inni, tylko czytałam, czytałam i po każdej stronie obiecywałam sobie, że jeśli Pana gdzieś spotkam to natrę uszu za te ‚śmieci’ i wypowiem wszystko co czułam czytając. Niestety, nie było nam dane spotkać się.

Moją sympatię dla ‚Gangu’ podzielił mąż. Co jakiś czas udało mi się przynieść jakąś z wcześniejszych Pana książek z biblioteki. Czytaliśmy ‚Karamarakorum’, a ‚Mądre głupoty’ i ‚Psy mojej młodości’ zostały przepisane przez męża do specjalnych zeszytów.

Dziś skończyłam czytać ‚Kruka najbielszego’ i pragnienie powiedzenia Panu jak bardzo mi się podobało odżyło, lecz nie ma słów aby wyrazić wspaniałą i jednocześnie niesamowitą atmosferę, która charakteryzuje wszystkie te książki. Oboje podziwiamy pański styl, w którym każde słowo, wyrażenie, zdanie potrąca najczulsze struny duszy. Chciałoby się nie raz śmiać lub wykrzyczeć wszystkie te uczucia (…)

Nie wiem ilu książek jeszcze nie przeczytaliśmy. Chcielibyśmy mieć je wszystkie na własność, a nie ciągle przepisywać i zawsze móc dzielić się z Panem odczuciami.

Przepraszam, że ten list pisany jest tak otwarcie, bezpośrednio, ale po lekturze tych książek mam wrażenie jakbym znała Pana od dawna.

Wioletta i Sławek
Rusowo 92.12.07.

Drogi Panie Leszku!

W poniedziałek wracałam po ciężkim dniu. Byłam zbyt zmęczona aby cokolwiek czytać, a krajobraz przemykający za szybą autobusu, choć znany, a może właśnie dlatego, sprzyjał rozmyślaniom. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że w domu czeka list od Pana. Miałam wrażenie jakbym przeczytała o tym w KSIĄŻCE. Uśmiechnęłam się do siebie. No i rzeczywiście. Sławek, otwierając mi drzwi, powiedział: ‚przyszedł…’, ‚wiem’ nie dałam mu skończyć.

To ciekawe, ale tego rodzaju sytuacje zdarzają się co jakiś czas. Wtedy powracają banalne pytania: jakim cudem? skąd? dlaczego? i jak dotąd pozostają bez odpowiedzi. Jednak nie tracę nadziei, że kiedyś się dowiem co za tym stoi. Może się okazać, że to całkiem proste.

Pański list czytaliśmy oboje, po kilka razy. Nawet Pan nie wie ile przyniósł nam radości. Do dziś przypominamy sobie różne słowa i wyrażenia. Dla nas był on tak samo ważny jak ten, który wysłałam do Pana. Nie mamy przyjaciół, więc, choćby listowny, kontakt z kimś kto jest nam bliski przez swoją twórczość znaczy naprawdę bardzo dużo. (…)

Może zwlekałabym dłużej z odpisaniem na Pański list, bo nie udało mi się niczego znaleźć w bibliotece, ale wczoraj przypomniałam sobie o ‚tomiczku’ ‚Miłość i śmierć’, który ok. pół roku leży na półce przy łóżku. Rozchyliłam maleńkie kartki i zagłębiłam się w czytaniu. Przypomniały mi się okoliczności w jakich go kupiłam. (…)

Mój wzrok padł na to maleństwo pod szybą. Zatrzepotało mi wiadomo co i już wiedziałam, że muszę je mieć. Przeczytałam w całości w drodze do domu.

Moją ulubioną perełką z tego zbiorku jest ‚Przewodnik’. Nie da się określić uczuć jakie mi towarzyszą gdy go czytam. Może jedynie zaskoczenie, że Pan tak pięknie to ujął, tego człowieka, który sam sobie jest przewodnikiem i tylko na siebie może liczyć i w każdej chwili ryzykuje, bo przecież nie wie, nie zna wszystkiego, myli się, nie jest ‚alfą i omegą’. Śliczne i takie znajome. W ogóle Pańskie wiersze często oddają to czego ja nie mogę wyrazić. Dziękuję.

Serdeczne pozdrowienia –

Wioletta i Sławek

P.S.

Gdyby któregoś dnia zamknięto nas w getcie dla myślących samodzielnie, to nie byłoby to takie złe, bo zawsze byłaby świadomość, że Pan też tam jest.

Zbigniew W.
Karlino 20.09.93

Szanowny Panie!

Jak przeczytałem Pana książkę to piszę.

Domyśla się Pan zapewne jaki jest cel mojego listu, taki jaki pewnie zawiera większość listów od młodych ludzi przychodzących pod Pański adres.

Chodzi o wiersze. Nie szukam sponsora czy wydawcy – nie mierzę tak wysoko – ale chcę usłyszeć, ewentualnie przeczytać, o nich kilka zdań, kilka porad od osoby, która zna się na tym lepiej niż ja.

Mam oczywiście na myśli Pana.

Nie chcę zabierać zbyt wiele czasu swoją osobą, więc jeszcze tylko kilka słów o sobie (…). Nie napisałem Panu tego aby się ‚pochwalić’ lub żeby polepszyć swój obraz w Pana oczach, ale tylko jako informację.

Oto kilka wierszyków. (…)

Jeśli doczytał Pan do końca – serdecznie dziękuję. Jeszcze bardziej byłbym wdzięczny jeśliby zechciał Pan ze mną skontaktować się korespondencyjnie, może telefonicznie.

Z poważaniem

-Ryszard -Danuta
8.06.94. Katowice

Drogi Panie Lechu, Marku!

(…) W ubiegłym roku przebywając na wczasach w Bielsku z żoną, kupiłem w tamtejszej księgarni zbiór wierszy ‚Miłość i śmierć’, które wydały ‚Miniatury’.

Pisze się jak zahipnotyzowany niewolnik, nie znający słońca, ani uciech życia, dopóki się nie skończy. Z jaką pokutę, a krąg odbiorców coraz mniejszy. (…)

Pozdrawiamy serdecznie

Krzysztof
9 grudnia 2000 00:30

Od:……………….Krzysztof <(…)@box43.gnet.pl>
Do:……………….<lechmjakob@poczta.onet.pl>
Wysłano:..9 grudnia 2000 00:30
Temat:………Serdeczne ukłony i zaproszenie

Proszę wybaczyć śmiałość i to, że zawracam Panu głowę. Niemniej przeglądając Pańską stronę, iż nie pogniewa się Pan zbytnie, będąc zaproszonym w moje skromne, chałupniczo – internetowe progi (stronę www). http://www.(…)prv.pl/ – a zaproszenie przyjmie.

Siedzę jak to niebożę i ślepię w monitor. Z tymczasowych (myślę) względów zdrowotnych, to jedyne normalne okno na świat – i… zawracam ludziom głowę pisząc, a czasem nawet otrzymując „maile”. Proszę nie odebrać tego jako jakąś prośbę o współczucie, o ulitowanie się nad biednym życiowym grzesznikiem, którego niemoc w kończynach dopadła. O co to, to nie!.

Piszę do Pana bowiem wcześniej powinienem chyba to uczynić, ale nie było jakoś ku temu sposobności. Dziś obawiając się, iż mogę coś znowu przepuścić przez palce, lub mając więcej czasu skrobię (waląc paluchami w klawiaturę) ten list.

Czemu? Szczerze pisząc sam nie wiem tak do końca. Jednego jestem pewien. Znalazłem wcześniej w opowieściach o Panu, trochę w twórczości a teraz na Pańskiej stronie www co mnie do tego pcha. Gdy będzie Pan łaskaw zerknąć na moją stronę www, chyba wyjaśnią się moje intencje. I to nie w moich ćwiertliterackich „wiekopomnych dziełach” (do których mam dystans) a w sposobie postrzegania rzeczywistości.

Szukam osób wśród, których mogę znaleźć zrozumienie. Nie wiedzieć czemu (wszak nie znam Pana ani Pan mnie osobiście). Może za tą moją decyzją – napisania listu, przemawia też to, że mamy wspólnego serdecznego znajomego Leona Zdanowicza. Domniemam, iż znacie się bardziej ale sam fakt szacunku i sympatii jakimi darzę Leona i Jego sposób patrzenia, pozwoliły mi na zdobycie się na ten list.

Z poważaniem Krzysztof H(…).