Panie Leszku!

Na pewno imię i nazwisko przeczytane na kopercie nie powiedzą kim jestem, choć możliwe, że mnie Pan pamięta. Widziałam Pana kilka lat temu w Dygowie na spotkaniu w GOK. Dziś niewiele z tego pamiętam, ale dzień 23.09.1991 r. wciąż mam przed oczami. Miałam wtedy lekką chandrę i aby się jej pozbyć musiałam sobie coś kupić [śmieszny zwyczaj, prawda?].

Od kilku dni, przechodząc koło wystawy księgarni na b. Lenina, spoglądałam na ‚Gang’, który leżał tam już od dość długiego czasu. Tego dnia ‚coś mnie zawiało’ do księgarni na Walki Młodych. ‚Przebiegłam wzrokiem’ po półkach. Nie zauważyłam niczego co by mnie interesowało. Odwracając się zaczepiłam ręką o okładkę jakiejś książki leżącej na ladzie. Spojrzałam, a ‚serducho’ zabiło mi szybciej. To był ‚Gang’, moje przeznaczenie.

Dzięki sprzedawczyni, która Pana zauważyła, mój egzemplarz został opatrzony dedykacją z autografem. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że zauważyłam przygnębienie na pańskiej twarzy. A może zdawało mi się? Na koniec powiedział Pan: ‚ -Tyle tu ciekawych książek, a Pani takie śmieci kupuje’. Słowa te bardzo mnie zaintrygowały i kiedy usiadłam w autobusie zaraz wyciągnęłam moją ‚zdobycz’.

Już od pierwszego zdania książka wciągnęła mnie tak bardzo, że nie zauważyłam kiedy autobus minął mój przystanek. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Na szczęście kierowca zatrzymał się.

Zgodnie z napisem na ulotce książkę przeczytałam jednym tchem, z płonącymi policzkami. Moje zdziwienie nie miało granic gdy nie raz słyszałam negatywne opinie na jej temat. Niektóre osoby, z którymi rozmawiałam nie przeczytały jej nawet do połowy. W końcu przestałam zastanawiać się nad tym co sądzą inni, tylko czytałam, czytałam i po każdej stronie obiecywałam sobie, że jeśli Pana gdzieś spotkam to natrę uszu za te ‚śmieci’ i wypowiem wszystko co czułam czytając. Niestety, nie było nam dane spotkać się.

Moją sympatię dla ‚Gangu’ podzielił mąż. Co jakiś czas udało mi się przynieść jakąś z wcześniejszych Pana książek z biblioteki. Czytaliśmy ‚Karamarakorum’, a ‚Mądre głupoty’ i ‚Psy mojej młodości’ zostały przepisane przez męża do specjalnych zeszytów.

Dziś skończyłam czytać ‚Kruka najbielszego’ i pragnienie powiedzenia Panu jak bardzo mi się podobało odżyło, lecz nie ma słów aby wyrazić wspaniałą i jednocześnie niesamowitą atmosferę, która charakteryzuje wszystkie te książki. Oboje podziwiamy pański styl, w którym każde słowo, wyrażenie, zdanie potrąca najczulsze struny duszy. Chciałoby się nie raz śmiać lub wykrzyczeć wszystkie te uczucia (…)

Nie wiem ilu książek jeszcze nie przeczytaliśmy. Chcielibyśmy mieć je wszystkie na własność, a nie ciągle przepisywać i zawsze móc dzielić się z Panem odczuciami.

Przepraszam, że ten list pisany jest tak otwarcie, bezpośrednio, ale po lekturze tych książek mam wrażenie jakbym znała Pana od dawna.