Drogi Panie Leszku!

W poniedziałek wracałam po ciężkim dniu. Byłam zbyt zmęczona aby cokolwiek czytać, a krajobraz przemykający za szybą autobusu, choć znany, a może właśnie dlatego, sprzyjał rozmyślaniom. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że w domu czeka list od Pana. Miałam wrażenie jakbym przeczytała o tym w KSIĄŻCE. Uśmiechnęłam się do siebie. No i rzeczywiście. Sławek, otwierając mi drzwi, powiedział: ‚przyszedł…’, ‚wiem’ nie dałam mu skończyć.

To ciekawe, ale tego rodzaju sytuacje zdarzają się co jakiś czas. Wtedy powracają banalne pytania: jakim cudem? skąd? dlaczego? i jak dotąd pozostają bez odpowiedzi. Jednak nie tracę nadziei, że kiedyś się dowiem co za tym stoi. Może się okazać, że to całkiem proste.

Pański list czytaliśmy oboje, po kilka razy. Nawet Pan nie wie ile przyniósł nam radości. Do dziś przypominamy sobie różne słowa i wyrażenia. Dla nas był on tak samo ważny jak ten, który wysłałam do Pana. Nie mamy przyjaciół, więc, choćby listowny, kontakt z kimś kto jest nam bliski przez swoją twórczość znaczy naprawdę bardzo dużo. (…)

Może zwlekałabym dłużej z odpisaniem na Pański list, bo nie udało mi się niczego znaleźć w bibliotece, ale wczoraj przypomniałam sobie o ‚tomiczku’ ‚Miłość i śmierć’, który ok. pół roku leży na półce przy łóżku. Rozchyliłam maleńkie kartki i zagłębiłam się w czytaniu. Przypomniały mi się okoliczności w jakich go kupiłam. (…)

Mój wzrok padł na to maleństwo pod szybą. Zatrzepotało mi wiadomo co i już wiedziałam, że muszę je mieć. Przeczytałam w całości w drodze do domu.

Moją ulubioną perełką z tego zbiorku jest ‚Przewodnik’. Nie da się określić uczuć jakie mi towarzyszą gdy go czytam. Może jedynie zaskoczenie, że Pan tak pięknie to ujął, tego człowieka, który sam sobie jest przewodnikiem i tylko na siebie może liczyć i w każdej chwili ryzykuje, bo przecież nie wie, nie zna wszystkiego, myli się, nie jest ‚alfą i omegą’. Śliczne i takie znajome. W ogóle Pańskie wiersze często oddają to czego ja nie mogę wyrazić. Dziękuję.

Serdeczne pozdrowienia –

Wioletta i Sławek

P.S.

Gdyby któregoś dnia zamknięto nas w getcie dla myślących samodzielnie, to nie byłoby to takie złe, bo zawsze byłaby świadomość, że Pan też tam jest.