Szczecin 17.07.2002 r.

Szanowny Panie

Z uwagą przeczytałem Pańską książkę. Najbardziej skupiłem się nad dwoma opowiadaniami „Uwięzienie” i „Starannie zamknijcie za sobą drzwi”. Wydaje mi się, że podejmują podobną problematykę. Kwestia jednostki izolowanej od ogółu społeczności. Kwestia samotności człowieka, który ucieka od tłumu w tę samotność. Z tą tylko różnicą, że pierwszy bohater tej ucieczki sam nie wybiera, tylko różnymi sposobami stara się ze swej matni wydobyć. Ma bardzo dużo sił wewnętrznych, że nie poddaje się rozpaczy i walczy do końca, do upadłego. To jest interesująco pokazane. Drugi bohater jest bardziej skomplikowany. On tę samotność wybiera, a nawet idzie dalej, ucieka w ogóle od życia, ucieka w nicość. Nie pokazuje Pan przyczyn takiej decyzji, uważa, że to zbędne. W takim ujęciu bohater zawisa w powietrzu (dosłownie i w przenośni). Pana nie interesuje efekt końcowy, skupia Pan uwagę na relacji między tym na górze i tym na dole, który cały czas go obserwuje i przeżywa za niego cały ciężar jego decyzji i determinacji. Wydaje się bardziej nieszczęśliwy od tamtego na górze, który już nie może się cofnąć, nie ma odwrotu z dziesiątego czy jedenastego piętra, musi zlecieć. I tu moja uwaga. Jeżeli Bóg nie jest tylko zbędnym sztafażem, (bo ta sprawa nie jest do końca jasno postawiona), to ważniejsze jest po niż przed. Wtedy koniecznym byłoby próbowanie usprawiedliwienia tej karkołomnej (dosłownie) decyzji. U Pana tego nie ma. Wszelkie przeżycia przed upadkiem w nicość zawisają w próżni. Wtedy jest tylko ucieczka od ciężaru życia, ucieczka od samego siebie. Banał samobójczego skoku efektownie i sugestywnie pokazany w relacji do innych. Wydaje się to trochę sztuczną konstrukcją – tak przynajmniej odbieram. Ale może nie mam racji? Nie posądzam tego na dachu o efekciarstwo – zbyt wielką zapłaci cenę. Chętnie usłyszę Pańskie zdanie na ten temat.

Z serdecznym uściskiem dłoni

Tadeusz Z. G.