Od:………….rUdawy <a(…)@poczta.onet.pl
Do:……………<lechmjakob@poczta.onet.pl>
Wysłano:…29 września 2001 00:10
Temat:………poszukując

NIGdzie nie można dostać Pana książek… nigdzie tzn. we Wrocławiu, gdzie studiuję… Do tej pory w przelocie pociągowym przeczytałęm jedno opowiadanie, które mnie pochłonęło. Z tym większą niecierpliwością przechodzącą w furię poszukuję Pańskich książek…
…..dopokąd więc mam się udać, by takowe zdobyć…
…..z góry (w Rudawach Janowickich, gdzie się wychowałem) dziękuję i pozdrawiam
…..rUdawy

rUdawy29 września 2001 00:10

Od:………….m(…)<m(@kki.net.pl
Do:……………{lechmjakob@poczta.onet.pl}
Wysłano:…28 sierpnia 2001 08:44

Szanowny Panie,
Proszę napisać podobną w tematyce książkę do „Drapieżców”.
Przypomniała mi starą książkę na której ojciec uczył mnie czytać.
„Drapieżcy” są wspaniałą książką

Irena z Jastrzębia Zdroju28 sierpnia 2001 08:44

Od:………….Agnieszka G(…) {a_@kki.net.pl}
Do:……………{lechmjakob@poczta.onet.pl}
Wysłano:…9 marca 2001 00:30
Temat:………pozdrowienia

Pozdrawiam serdecznie Poetę Trojga imion,
z zasady jestem oszczędna w słowach, ale ta strona naprawdę mnie zaskoczyła i cieszę się, że na nią trafiłam, profesjonalizm w każdym szczególe, nie to, żebym nie wierzyła w artystów, w wolnych chwilach przeglądam strony fotografów, gumistów, grafików, ale zdaję sobie sprawę, że sztukę „dla oka” zdecydowanie łatwiej zaprezentować w internecie.

Nie zamierzam się rozwodzić nad sztuką, ani nad internetem. Pozwolę sobie jednak powtórzyć, że strona jest świetna, poezja cudowna, prozy nie czytałam. Gratuluję.

Agnieszka G(…)

PS. Moje nazwisko nic nie powie (…)

Agnieszka G(…)9 marca 2001 00:30

Od:………….Iwona P.-K. {Iwona (…) @kos.tvp.com.pl}
Do:……………{lechmjakob@poczta.onet.pl}
Wysłano:…11 lutego 2001 18:44
Temat:………”Drapieżcy”

Szanowny Panie,
przeczytałam niedawno opowieść o wilku, orle i szczupaku – i jestem pod wrażeniem. Udało się Panu w tej opowieści zawrzeć nie tylko wartości poznawcze (lubię przyrodę, ale o wielu jej tajnikach dowiedziałam się z Pańskiej książki), ale i wątki sensacyjne; książka trzymała mnie w napięciu i niechętnie przerywałam jej lekturę. Dawniej wydawało mi się, że o przyrodzie to tylko w albumach z pięknymi fotografiami, w encyklopediach przyrodniczych, w filmach…

Serdecznie Panu gratuluję pomysłu oraz jego realizacji i dziękuję za tę opowieść.

Z wyrazami uznania,

Iwona P.-K.

PS. Ciekawe, czy można napisać coś równie fascynującego np. o nietoperzach?

Iwona P.-K.11 lutego 2001 18:44

Od:……………….Krzysztof <(…)@box43.gnet.pl>
Do:……………….<lechmjakob@poczta.onet.pl>
Wysłano:..9 grudnia 2000 00:30
Temat:………Serdeczne ukłony i zaproszenie

Proszę wybaczyć śmiałość i to, że zawracam Panu głowę. Niemniej przeglądając Pańską stronę, iż nie pogniewa się Pan zbytnie, będąc zaproszonym w moje skromne, chałupniczo – internetowe progi (stronę www). http://www.(…)prv.pl/ – a zaproszenie przyjmie.

Siedzę jak to niebożę i ślepię w monitor. Z tymczasowych (myślę) względów zdrowotnych, to jedyne normalne okno na świat – i… zawracam ludziom głowę pisząc, a czasem nawet otrzymując „maile”. Proszę nie odebrać tego jako jakąś prośbę o współczucie, o ulitowanie się nad biednym życiowym grzesznikiem, którego niemoc w kończynach dopadła. O co to, to nie!.

Piszę do Pana bowiem wcześniej powinienem chyba to uczynić, ale nie było jakoś ku temu sposobności. Dziś obawiając się, iż mogę coś znowu przepuścić przez palce, lub mając więcej czasu skrobię (waląc paluchami w klawiaturę) ten list.

Czemu? Szczerze pisząc sam nie wiem tak do końca. Jednego jestem pewien. Znalazłem wcześniej w opowieściach o Panu, trochę w twórczości a teraz na Pańskiej stronie www co mnie do tego pcha. Gdy będzie Pan łaskaw zerknąć na moją stronę www, chyba wyjaśnią się moje intencje. I to nie w moich ćwiertliterackich „wiekopomnych dziełach” (do których mam dystans) a w sposobie postrzegania rzeczywistości.

Szukam osób wśród, których mogę znaleźć zrozumienie. Nie wiedzieć czemu (wszak nie znam Pana ani Pan mnie osobiście). Może za tą moją decyzją – napisania listu, przemawia też to, że mamy wspólnego serdecznego znajomego Leona Zdanowicza. Domniemam, iż znacie się bardziej ale sam fakt szacunku i sympatii jakimi darzę Leona i Jego sposób patrzenia, pozwoliły mi na zdobycie się na ten list.

Z poważaniem Krzysztof H(…).

Krzysztof9 grudnia 2000 00:30

Drogi Panie Lechu, Marku!

(…) W ubiegłym roku przebywając na wczasach w Bielsku z żoną, kupiłem w tamtejszej księgarni zbiór wierszy 'Miłość i śmierć', które wydały 'Miniatury'.

Pisze się jak zahipnotyzowany niewolnik, nie znający słońca, ani uciech życia, dopóki się nie skończy. Z jaką pokutę, a krąg odbiorców coraz mniejszy. (…)

Pozdrawiamy serdecznie

-Ryszard -Danuta8.06.94. Katowice

Szanowny Panie!

Jak przeczytałem Pana książkę to piszę.

Domyśla się Pan zapewne jaki jest cel mojego listu, taki jaki pewnie zawiera większość listów od młodych ludzi przychodzących pod Pański adres.

Chodzi o wiersze. Nie szukam sponsora czy wydawcy – nie mierzę tak wysoko – ale chcę usłyszeć, ewentualnie przeczytać, o nich kilka zdań, kilka porad od osoby, która zna się na tym lepiej niż ja.

Mam oczywiście na myśli Pana.

Nie chcę zabierać zbyt wiele czasu swoją osobą, więc jeszcze tylko kilka słów o sobie (…). Nie napisałem Panu tego aby się 'pochwalić' lub żeby polepszyć swój obraz w Pana oczach, ale tylko jako informację.

Oto kilka wierszyków. (…)

Jeśli doczytał Pan do końca – serdecznie dziękuję. Jeszcze bardziej byłbym wdzięczny jeśliby zechciał Pan ze mną skontaktować się korespondencyjnie, może telefonicznie.

Z poważaniem

Zbigniew W.Karlino 20.09.93

Drogi Panie Leszku!

W poniedziałek wracałam po ciężkim dniu. Byłam zbyt zmęczona aby cokolwiek czytać, a krajobraz przemykający za szybą autobusu, choć znany, a może właśnie dlatego, sprzyjał rozmyślaniom. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że w domu czeka list od Pana. Miałam wrażenie jakbym przeczytała o tym w KSIĄŻCE. Uśmiechnęłam się do siebie. No i rzeczywiście. Sławek, otwierając mi drzwi, powiedział: 'przyszedł…', 'wiem' nie dałam mu skończyć.

To ciekawe, ale tego rodzaju sytuacje zdarzają się co jakiś czas. Wtedy powracają banalne pytania: jakim cudem? skąd? dlaczego? i jak dotąd pozostają bez odpowiedzi. Jednak nie tracę nadziei, że kiedyś się dowiem co za tym stoi. Może się okazać, że to całkiem proste.

Pański list czytaliśmy oboje, po kilka razy. Nawet Pan nie wie ile przyniósł nam radości. Do dziś przypominamy sobie różne słowa i wyrażenia. Dla nas był on tak samo ważny jak ten, który wysłałam do Pana. Nie mamy przyjaciół, więc, choćby listowny, kontakt z kimś kto jest nam bliski przez swoją twórczość znaczy naprawdę bardzo dużo. (…)

Może zwlekałabym dłużej z odpisaniem na Pański list, bo nie udało mi się niczego znaleźć w bibliotece, ale wczoraj przypomniałam sobie o 'tomiczku' 'Miłość i śmierć', który ok. pół roku leży na półce przy łóżku. Rozchyliłam maleńkie kartki i zagłębiłam się w czytaniu. Przypomniały mi się okoliczności w jakich go kupiłam. (…)

Mój wzrok padł na to maleństwo pod szybą. Zatrzepotało mi wiadomo co i już wiedziałam, że muszę je mieć. Przeczytałam w całości w drodze do domu.

Moją ulubioną perełką z tego zbiorku jest 'Przewodnik'. Nie da się określić uczuć jakie mi towarzyszą gdy go czytam. Może jedynie zaskoczenie, że Pan tak pięknie to ujął, tego człowieka, który sam sobie jest przewodnikiem i tylko na siebie może liczyć i w każdej chwili ryzykuje, bo przecież nie wie, nie zna wszystkiego, myli się, nie jest 'alfą i omegą'. Śliczne i takie znajome. W ogóle Pańskie wiersze często oddają to czego ja nie mogę wyrazić. Dziękuję.

Serdeczne pozdrowienia –

Wioletta i Sławek

P.S.

Gdyby któregoś dnia zamknięto nas w getcie dla myślących samodzielnie, to nie byłoby to takie złe, bo zawsze byłaby świadomość, że Pan też tam jest.

Wioletta i SławekRusowo 92.12.07.

Panie Leszku!

Na pewno imię i nazwisko przeczytane na kopercie nie powiedzą kim jestem, choć możliwe, że mnie Pan pamięta. Widziałam Pana kilka lat temu w Dygowie na spotkaniu w GOK. Dziś niewiele z tego pamiętam, ale dzień 23.09.1991 r. wciąż mam przed oczami. Miałam wtedy lekką chandrę i aby się jej pozbyć musiałam sobie coś kupić [śmieszny zwyczaj, prawda?].

Od kilku dni, przechodząc koło wystawy księgarni na b. Lenina, spoglądałam na 'Gang', który leżał tam już od dość długiego czasu. Tego dnia 'coś mnie zawiało' do księgarni na Walki Młodych. 'Przebiegłam wzrokiem' po półkach. Nie zauważyłam niczego co by mnie interesowało. Odwracając się zaczepiłam ręką o okładkę jakiejś książki leżącej na ladzie. Spojrzałam, a 'serducho' zabiło mi szybciej. To był 'Gang', moje przeznaczenie.

Dzięki sprzedawczyni, która Pana zauważyła, mój egzemplarz został opatrzony dedykacją z autografem. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że zauważyłam przygnębienie na pańskiej twarzy. A może zdawało mi się? Na koniec powiedział Pan: ' -Tyle tu ciekawych książek, a Pani takie śmieci kupuje'. Słowa te bardzo mnie zaintrygowały i kiedy usiadłam w autobusie zaraz wyciągnęłam moją 'zdobycz'.

Już od pierwszego zdania książka wciągnęła mnie tak bardzo, że nie zauważyłam kiedy autobus minął mój przystanek. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie wiem gdzie jestem. Na szczęście kierowca zatrzymał się.

Zgodnie z napisem na ulotce książkę przeczytałam jednym tchem, z płonącymi policzkami. Moje zdziwienie nie miało granic gdy nie raz słyszałam negatywne opinie na jej temat. Niektóre osoby, z którymi rozmawiałam nie przeczytały jej nawet do połowy. W końcu przestałam zastanawiać się nad tym co sądzą inni, tylko czytałam, czytałam i po każdej stronie obiecywałam sobie, że jeśli Pana gdzieś spotkam to natrę uszu za te 'śmieci' i wypowiem wszystko co czułam czytając. Niestety, nie było nam dane spotkać się.

Moją sympatię dla 'Gangu' podzielił mąż. Co jakiś czas udało mi się przynieść jakąś z wcześniejszych Pana książek z biblioteki. Czytaliśmy 'Karamarakorum', a 'Mądre głupoty' i 'Psy mojej młodości' zostały przepisane przez męża do specjalnych zeszytów.

Dziś skończyłam czytać 'Kruka najbielszego' i pragnienie powiedzenia Panu jak bardzo mi się podobało odżyło, lecz nie ma słów aby wyrazić wspaniałą i jednocześnie niesamowitą atmosferę, która charakteryzuje wszystkie te książki. Oboje podziwiamy pański styl, w którym każde słowo, wyrażenie, zdanie potrąca najczulsze struny duszy. Chciałoby się nie raz śmiać lub wykrzyczeć wszystkie te uczucia (…)

Nie wiem ilu książek jeszcze nie przeczytaliśmy. Chcielibyśmy mieć je wszystkie na własność, a nie ciągle przepisywać i zawsze móc dzielić się z Panem odczuciami.

Przepraszam, że ten list pisany jest tak otwarcie, bezpośrednio, ale po lekturze tych książek mam wrażenie jakbym znała Pana od dawna.

Wioletta z mężem92.11.08. Rusowo

Drogi Panie Lechu Jakób

Przeczytaliśmy książk 'Znikacz i jego broń'. trochę z pomocą mamy książka tak mnie jak, również mojemu bratu podobała się. Najbardziej podobało nam się jak Jurek złapał w sklepie złodzieja, i jak na koniec Jurek prosił Albatrosa aby mógł być znowu widzialnym. Bardzo Panu dziękujemy.

Marek D. i ja Emil D.marzec 1992 rok