„(…) Można dzieciństwo swoje zmitologizować na gorzko lub na słodko. Jadalna jest tylko ta pierwsza potrawa. Można też być wiernym tamtym latom, towarzyszom zabaw, tamtym oczom i tamtej pamięci, choć zawsze rzecz opisuje człowiek dorosły.

Tą ostatnią drogą poszedł Lech M. Jakób. To znaczy dokładniej zrobił tak: nie napisał autobiografii, wymagającej prawdy w każdym szczególe, boć koledzy z podwórka żyją też i pamiętają, lecz nieco zmitologizował dzieciństwo w sposób realistyczny. Może nawet nie ma w książce i tego zabiegu, gdyż dzieci widzą wszystko w i ę k s z e oraz inaczej niż dorośli. Ponadto pisarz uporządkował tamtą rzeczywistość na tyle, na ile wymagała tego kompozycja oraz estetyka książki. Poza tym wszystko w nie przedstawione wydaje się prawdą. Oczywiście prawdą małego Jakóba, zapisaną przez Jakóba dużego.

(…)Znane są powszechnie motywy literackie takiego pacholęctwa: solidarność chłopców z jednego podwórka [z nieodłączną postacią mazgaja czy zdrajcy wspólnych interesów], bójki z wrogami z innych domów czy ulic, dziwactwa ludzi starszych, hodowanie gołębi, podglądanie okolicznej prostytutki, jedzenie żab, zbędność szkoły, tajemnice dorosłych, wariaci i ludzie dla pacholąt dobrzy.

Ważne jest tedy, jak Jakób wykorzystał te motywy oraz inne szczegóły, o których wiemy już z góry. Jak je ułożył w mozaikę dzieciństwa, jak owiał nostalgią, jak przyrządził nastroje i rozłożył akcenty nadające książce określoną wartość? Od tego bowiem zależało, czy to będzie literatura. Ta najlepsza!

Wszyscy wiedzą już, że Jakób względnie szybko posiadł bardzo dobry warsztat pisarski i najlepszym dowodem tych nienagannych umiejętności jest powieść ‚Romsky’, że nie wspomnę o lepszej z innych względów pierwszej powieści Jakóba. Podobnie w ‚Karamarakorum’ – godna wielkiego uznania łatwość przedstawiania ludzi, zdarzeń, malowania tła [wspaniały opis targowiska na przykład] językiem o słowniku bogatym, nie zużytym przez banał, a dającym obrazy jasne i czyste.

To, co według mnie było największym ryzykiem, realizm wiernego odbicia dzieciństwa, zadziałał na korzyść autora, więc i książki. Stała się ona z jednej strony dokumentem, a z drugiej barwną i ciekawą opowieścią o dzieciakach, jakich już nie ma, o przygodach, jakich smarkacze dzisiejsi, wyposażeni w zabawki elektroniczne, nigdy nie uświadczą.

(…) O dzieciakach to jest książka, w zasadzie książeczka, ale nie dla nich, choć dla nich również. P r a w d z i w a, choć może i po części zmyślona, w tym przypadku złożona z prawdziwych szczegółów. Nie tylko do czytania, bo także i do refleksji głębszej. Dobra książka.

Tajemniczy tytuł uzyskuje w dziełku swe uzasadnienie. Nie pusty to kufer, z którego Jakób wydobył wspomnienia dzieciństwa i zrobił z nich wartościową literaturę.”

(Anatol Ulman „Wierne odbicie”, Pobrzeże nr 8, sierpień 1986)