Szanowny Panie,

nie wiem, czy list ten dotrze do adresata. Po prostu nie znam Pańskiego adresu. Dziewczyna, która odda Panu ten list została poinformowana tylko o tym, że mieszka Pan w Kołobrzegu i prawdopodobnie pracuje w bibliotece. Od jej woli i sprytu będzie zależało doręczenie listu.

Teraz przystąpmy do ad remu.

Czytałem ‚Psy mojej młodości’ i ‚Kruka najbielszego’. To, że podobały mi się jest oczywiste. Inaczej nie pisałbym tego listu.

Co do poezji. Nie wszystkie wiersze są idealne, ale wszystkie przyjemnie się czyta; reprezentują równy poziom, nie ma wpadek, słabych wierszy. Zapamiętałem: ‚mój syn Teodor i ja’, ‚w moim mieście’, ‚modła’, ‚papuga’, ‚zobacz kto za drzwiami’, ‚proces umierania przebiega pomyślnie’, ‚nauka’, ‚on jakże radosny idzie’, ‚nim oderwę oko od ślepego widzenia’, ‚jakże mam Ci wiele do powiedzenia’, ‚kocham śmierć’, najlepsze jednak są wiersze ‚podziwiam tych co odeszli’ i ‚mówi: jestem’.

Słowo ‚zapamiętałem’, użyte powyżej, nie oznacza, że nauczyłem się wymienionych utworów na pamięć, tylko, że najbardziej podobały mi się i są wyróżniające. Zdaję sobie przecież sprawę z tego, iż w tomiku nie każdy wiersz musi być armatnim wystrzałem w ucho czytelnika. Pańskie wiersze są, co rzadko się zdarza na naszym rynku, klarowne i proste. Mówi Pan o tym, co chce powiedzieć. Bez zbędnych wywnętrzeń i skomplikowanych metafor. Widać zna Pan wartość słowa. Wartość i znaczenie. Symbole są symbolami rzeczywiście, a nie symbolami tylko dla poety. Stąd wypływa zrozumiałość Pańskich wierszy, jasność i precyzyjność. Brak u Pana bełkotu, tak porządanego i namiętnie uprawianego przez wielu poetów. (…)

Co do prozy. Niestety, ale czytałem tylko ‚Kruka’. Muszę Panu powiedzieć, że sprzedaż nie przebiega tak, jak należało się spodziewać. Książka leży w księgarniach [w Gorzowie, Zielonej Górze i Poznaniu], choć nie powinna. Myślę, że to wyłącznie sprawa reklamy. Ja kupiłem ‚Kruka’ tylko dlatego, że znałem poprzednią Pańską książkę.

‚Kruk’ jest bezbłędny, a finałowa scena [ucieczka Klampy], to wielkie Pańskie osiągnięcie. Co prawda książka opiera się na pomyśle, bardzo dobrym pomyśle, ale nie przeszkadza to Panu.

Pomysł nie stał się celem samym w sobie. To nie jest tylko studium psychiki człowieka w zetknięciu z nieoczekiwanymi możliwościami, jak sugerują na okładce. ‚Kruk’ jest przejażdżką po tłumie i jednostce. Był taki moment, gdy czytałem Pańską książkę, że myślałem o ‚Czasie apokalipsy’. Myślałem, że zmierza Pan do podobnego rozwiązania. A co się stało? Jeśli wziąć pod uwagę okoliczności [tam woja, u Pana spokój, tam zwyrodnienie, u pana zwyczajni ludzie, tam zaplanowane działanie Kurtza i świadome dążenie do wielkości i okrucieństwa, u Pana przypadek i ślepy, wcale nie kierowany tłum] i miejsce [tam państwo w dżungli, niemożliwe do zdobycia, u Pana dostępna prawie dla każdego willa Klampy], to śmiem twierdzić, że Pańska apokalipsa jest bardziej przerażająca [w polskich realiach] niż tysiące petard wybuchających nad mostem. Jest sugestywniejsza od sfilmowanego ataku na wioskę żółtków. Pański Klampa, w stosunku do Kurtza jest tym, czym czterdziestoletnia kurwa w stosunku do młodej, wyrwanej z dziewiczego domu studentki pierwszego roku.

Kurtz i Klampa są jednak podobni. Tak jak owa czterdziestoletnia i owa studentka pragną kopulacji, tak Kurtz i Klampa pragną władzy. Przytłaczającej ich, niszczącej władzy. I dlatego są zmęczeni. Klampa ucieka, ale cielec został zarżnięty. Płonie przecież Kruk najbielszy, mózg Kurtza, a tylko ciało potwora ucieka.

Początkowo myślałem, że jest to nazbyt sentymentalne zakończenie, jakby autor czuł zbyt wiele sympatii do stworzonej postaci, by ją zabić. Teraz wiem, że potwór musiał uciec. Apokalipsa nie mogła się dopełnić, gdyż straciłaby miano przepowiedni. Zbyt wiele postaci musiałby Pan zabić, a to bezcelowe. Przecież świat jeszcze się nie skończył. Musi jeszcze czekać. (…)

Nie będę pisał o stronie bardziej formalnej: budowanie zdań, tworzenia napięcia itp. Są dość typowe. Można mieć również pretensje do autora, że nie dokreował lepiej pewnych postaci drugoplanowych, np. żony Klampy, dzielnicowego, przyjaciela Klampy. (…) Moim zdaniem bohaterowie książek powinni mieć cechy ponadzwyczajne i skrajne. Taki jest Klampa i jego przyjaciel z W. Postacie powinny być skondensowane, niemalże nierealne, niespotykane w tak ostrej oprawie w codziennym życiu. To jest jednakże tylko jeden z poglądów na konstruowanie bohaterów. Całość ‚Kruka’, jego kompozycja, zmusiła Pana do takiego, a nie innego potraktowania osób dramatu.

Dość opornie idzie mi dzisiaj wykładanie racji; muszę więc przestać.

Jeśli zdecydowałby się Pan na odpisanie, proszę o informację, nad czym obecnie Pan pracuje. Kiedy należy spodziewać się następnej książki. (…)

z Poważaniem