„Facet, który rzuca się mi w oczy wbrew moim chęciom. Ostatnia ofiara Stalina. A było to tak, że rodzice jego w marcu 53, na wieść o zejściu Słoneczka Narodów, z radości poszli do łóżka. Owoc fety wyskoczył na świat równo 9 miesięcy później. Mieszaniec. Po mieczu ćwierć krwi Austriak, po kądzieli ćwierć krwi Litwin; tylko w połowie Polak. To pośrednio może tłumaczyć jego podejrzany status w życiu i literaturze.

Ukończył przeciętnie co drugą rozpoczętą szkołę, ale prawdziwą dała mu dopiero żona. Jedenastoletnią przygodę małżeńską uciął w sądzie adwokat Uptas, też literat. Szczyci się dwójką dzieci, które słusznie ojca książek nie czytają.

Jeśli wierzyć doniesieniom prasowym dr Anny Bojar-Fijałkowskiej, córki pisarza Gracjana, z Jakóba jest cynik, nihilista łobuz, impertynent i kto tam jeszcze. Podzielam tę opinię.

W czasie stanu wojennego wystosował do koszalińskiej cenzury list z prośbą o zezwolenie na okrzyk ‚Precz z caratem!’ W miejscu publicznym. O dziwo, cenzura wyraziła pisemną zgodę na ów okrzyk. Co prawda tylko jednorazowy. Świadczyć to może, iż w owych ponurych czasach także cenzorzy reagowali przebłyskami humoru.

Hucpiarz i grafoman. Jeden z wybitnych krytyków, mianowicie niejaki Żółciński, recenzując dla wydawnictwa pierwszą Jakóba powieść, stwierdził bowiem bez ogródek, iż nawet gdyby ten autor napisał i 20 powieści – i tak żadnej książki nie wyda. Żółciński w ten sposób kuchennymi schodami wszedł do historii literatury.

Gdy spotykam Jakóba przed lustrem, mierzi mnie jego spojrzenie chytrusa. Tylko patrzy, by komuś wyciąć jakieś świństwo. Dlatego mądrze robią ci, którzy widząc tę figurę przechodzą na drugą stronę ulicy. Poza tym kolaborant i pyszałek. Brzydko unika narodowemu obowiązkowi przynależenia do jakiejkolwiek partii politycznej.

Ostatnio słyszano jego najnowsze oświadczenie. Stwierdził podobno w przytomności wiarygodnych świadków, że dotąd będzie wolał pracować ze szczurami na przepompowni ścieków, póki życie kulturalne Polski odciążone zostanie od balastu niekompetencji i głupoty. Czyli dodatkowo facet w swej ostentacji niesmaczny. I w ogóle do tiurmy go.”

(Lech M. Jakób „Konterfekty pisarzy koszalińskich. Cz. 2”, Zbliżenia nr 50, 13.12.1990)