Dziennikarstwo – temat powracający jak stara melodia ze zdartej płyty. Potyka się na tym wiele koni, zwłaszcza koni młodych, czyli źrebaków, chcących dziennikarstwo uprawiać. Źrebak, wiadomo, witalności ma wiele i brykać lubi choćby tylko dla brykania. Często galopem gna, czerpiąc radość z samego pędu, pokonywania przestrzeni. Nie bacząc na to, że trwoniona energia czemuś ma służyć, a ruch miewa określony cel.

Czym dziennikarstwo jest? Gdy się zastanowić, odpowiedzi znajdziemy proste. Dziennikarstwo jest fachem osób parających się kolportowaniem informacji za pomocą środków masowego przekazu. Takimi środkami masowego przekazu są na przykład pisma, będzie nim radio, telewizja, wreszcie medium najnowsze: internet.

Dysponujący wymienionymi środkami dziennikarz uprzednio informacje zbiera, opracowuje i uzdatnia do przekazu. Dziennikarz może też relacjonować wydarzenia.

Jak w każdym fachu, tak i w dziennikarstwie, określone grupy wykształciły konkretne specjalizacje. Część para się obsługą sportu, część ekonomią, inni kulturą – i tak dalej. Dziedzin jest wiele i każdy poszukujący swoją niszę znajdzie.

A wszystko jest dobrze, gdy dziennikarz trzyma się reguł swego zawodu. Gdy przedstawia fakty, szerzy pozyskane informacje – operując zrozumiałym językiem, nie manipuluje wiadomościami. O takim dziennikarzu powiemy krótko: dobry fachowiec.

Bo tego od dziennikarza oczekujemy: dostarczenia nam faktów w najklarowniejszy sposób. Dziś dodalibyśmy jeszcze: i możliwie najzwięźlej.

Lecz rzeczywistość przedstawia się nieciekawie. Wielu dziennikarzy, głównie początkujących, usiłuje zawłaszczyć funkcje przynależne innym. Do opisów informacji wrzuca opinie własne, przedstawianym wydarzeniom dorabia socjologiczną lub psychologiczną gębę.

Takie uprawianie zawodu jest chybione. Lub wręcz naganne. Odbiorca, miast starannie uporządkowanych faktów oraz przejrzystej relacji, otrzymuje kaszankę. Produkt o podejrzanym składzie i wątpliwym smaku.

W popełnianiu dziennikarskich grzechów celują szczególnie gazety i rozgłośnie małe, pisemka samorządowe oraz redakcje telewizji regionalnych. Często tam panoszy się niekompetencja. Często tam, ale również i w mediach ogólnokrajowych się zdarza. Prezentowane fakty rozmydlają komentarze, informacje przebarwia emocjonalność opisu lub – co jeszcze gorsze – stronniczość. Usiłujący mienić się dziennikarzami rozdają laurki, pouczają, strofują lub wymądrzają się. Przybierając pozy: a to belfra, a to filozofa, a to strażnika moralności.

Warto zatem uświadomić sobie, że dziennikarstwo nie jest katedrą nauk. A dziennikarz, jakkolwiek w swym zawodzie dobry by nie był, autorytetem w żadnej dziedzinie nie będzie. Zaś sam fakt operowania słowem czy obrazem nigdy nie przełoży się mechanicznie na posiadanie wszechwiedzy. Nie upoważnia też dziennikarza do strojenia się w cudze piórka.

Dlatego beztrosko brykającym źrebakom nie zawadzi podglądanie starych koni. Wszak ruch tabunów okazji ku temu daje sporo. A doświadczony stary koń dziennikarski doskonale wie, co chomąto, co popręg, co wędzidło. Co bat wreszcie.

Byłaby to lekcja na skróty, oszczędzająca nadmiaru cięgów. Cięgów, bez których i tak się nie obejdzie.

Rzetelność w dziennikarstwie, o dziwo, bywa osiągalna.